Help!
 
Jean Michel Jarre
Menu serwisu
NEWS
NEWS - archiwum
Biografia
Dyskografia
Instrumentarium
Koncerty i pokazy
Koncerty JMJ.pl
Konkursy
Spotkania z JMJ
Ciekawostki
Liryka
Polska EL-Muzyka
Linkownia
Szukaj
FORUM
PODZIĘKOWANIA
Księga gości - Guestbook
Napisz do nas
RSS - wieści
Redakcja
Ciekawe strony
 El-stacja
 InfoMusic
Copyrights
Wszystkie tłumaczenia i teksty zamieszczone w serwisie, z wyjątkiem działu "Artykuły prasowe", są własnością www.jeanmicheljarre.pl, a tym samym chronione prawem autorskim. Kopiowanie oraz rozpowszechnianie treści i plików - bez pisemnej zgody redakcji serwisu - ZABRONIONE!
Spotkania z JMJ
Koncert w Katowicach - nagrodzona recenzja Drukuj E-mail

NAJWIĘKSZE WIDOWISKO 2010 ROKU !!!

1 marca 2010 roku zapisał się na kartach historii polskich wydarzeń muzycznych w sposób szczególny, bowiem tego dnia w katowickim Spodku Jean Michel Jarre dał swój pierwszy tegoroczny koncert w ramach halowej trasy koncertowej. Artysta zapowiadał wielkie show z użyciem całej gamy efektów specjalnych, aby widzowie mogli wizualnie doświadczyć energii i dynamizmu muzyki w dosłownym tego słowa znaczeniu. Obietnice zostały zrealizowane stuprocentowo, co sprawiło, że uczestnicy koncertu wychodzili ze Spodka nasyceni wrażeniami i pozytywnymi emocjami.


Czytaj całość...
Tour 2010 - Oberhausen - korespondencja własna Drukuj E-mail

Do Oberhausen dotarłam bez większych przygód. Ekipy przed koncertem nie udało mi się dorwać. Kiedy przyszłam po czwartej, oni już tam byli; szkoda, że zmienili zwyczaje.

Koncert rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem. Po wielu oklaskach i okrzykach Jasiek zszedł na scenę podobnie jak w Katowicach. Nie zauważyłam przy nim ochroniarzy, chyba w ogóle ich nie było. Niestety, znowu siedziałam nie tam, gdzie trzeba, ale później miałam to po stokroć wynagrodzone. Sala była właściwie wypełniona, zostały tylko pojedyncze wolne miejsca.

Lista utworów oczywiście ta sama. Może tylko to, że w porównaniu z Katowicami wszystko poszło dużo płynniej, nie zauważyłam większych wpadek. Nagłośnienie było lepsze niż w Katowicach, w każdym bądź razie wszystkie dźwięki były słyszalne i nie czuło się drżenia podłogi. Tym razem dokładnie wsłuchałam się w nowy kawałek i muszę przyznać, że zaczął mi się podobać. Może się mylę, ale nie pamiętam z Katowic żółtych laserów, które odbijały się od małych lusterek umieszczonych przy instrumentach i w różnych miejscach na podłodze (niestety, nie pamiętam podczas jakiego utworu się pojawiły).

Do RV4 publika była strasznie drętwa, Jasiek dwoił się troił, żeby ją rozruszać, ale efekty były znikome. Wcześniej, razem z moim sąsiadem, wstawaliśmy kilka razy, ale gdy obejrzałam się w pewnym momencie do tyłu zobaczyłam, że tylko my stoimy. Przynajmniej byliśmy widoczni, a Jasiek skierował w naszą stronę kilka słodkich uśmiechów. Ale w końcu też usiedliśmy. Od RV4 atmosfera zaczęła być naprawdę imponująca, praktycznie cała sala stała do końca koncertu. Najfajniej wyglądało to na Calypso 3. Utwór jak wiadomo w miarę wolny, więc publiczność nie klaskała, tylko stała nieruchomo wpatrzona w scenę. Wyglądało to jak na mszy…

 

Na zakończenie kilka osób podeszło do sceny (ja oczywiście też) z nadzieją, że uda nam się podać rękę Jaśkowi, ale ochrona nie pozwoliła. Po koncercie poszłam do hotelu cieplej się ubrać i wróciłam do oczekującej na ekipę grupki osób. Było może 20-30 osób. Najpierw przyszedł Dominique, potem Francis, a na końcu Jasiek. Claude się nie pojawił. Wszyscy trzej podpisali mi się na bilecie, żałowałam później, że nie zabrałam plakatu, który kupiłam, ale bałam się, że w ścisku się pogniecie. A było wręcz przeciwnie: nikt się nie pchał, wszyscy po kolei podchodzili. Dało mi to możliwość zrobienia całkiem udanego nagrania video z tego spotkania. Dawno chyba nie widzieliście buźki Jaśka z takiej odległości… Czasami aż za blisko, ale kamera zaczęła mi wariować (to już norma) i nie mogłam zrobić oddalenia. Następny koncert za mną i jeszcze sporo przede mną. Mam nadzieję, że wspomnienia będą równie niesamowite.

 

Autor: Vega4
Dziękujemy!
OXYGENE TOUR 2008 - Przystanek Berlin Drukuj E-mail
Minęło już trochę czasu od chwili, kiedy to szykowałam się do zajęcia swojej kuszetki w pociągu do Berlina. Dzisiaj usiłuję ocalić w pamięci tych kilka dni, spędzonych pod znakiem koncertu Jaśka, jaki odbył się w Berlinie.
Czytaj całość...
"Oxygene" w teatrze Marigny Drukuj E-mail

Dzień pierwszy – 12 grudnia

Po nieprzespanej z wrażenia nocy, udałam się na lotnisko (tzn. barak pod nazwą „Etiuda”) w Warszawie. Lot do Paryża był opóźniony; zamiast o 15.45 byłam na Orly prawie godzinę później. Ale i tak Francja powitała mnie pięknym, słonecznym dniem.
Obawiając się ewentualnych strajków komunikacji, transport z lotniska do hotelu załatwiłam sobie przez internet, więc w hali przylotów powitał mnie z kartką z moim nazwiskiem mój osobisty kierowca: murzyn z Algierii. Jego angielski był tak tragiczny, że byłoby chyba lepiej, gdyby mówił po francusku. W każdym bądź razie przez całą drogę wyłuszczał mi, w czym tkwi problem strajków w Paryżu (nieopatrznie spytałam, czy komunikacja dzisiaj działa). Jako kierowca był jeszcze gorszy, bo w końcu to ja jego prowadziłam, kiedy przez ponad pół godziny nie mógł znaleźć odpowiedniego wjazdu na jednokierunkową rue Viala, gdzie znajdował się mój hotel.

 

Czytaj całość...
Merzouga - "Water For Live" Drukuj E-mail

Swoją przygodę z Marokiem rozpoczęłam 15 grudnia na lotnisku Okęcie w Warszawie i to od nerwów. Mniej więcej pól godziny przed odlotem z megafonów rozlega się informacja: "Z przykrością informujemy pasażerów lotu nr AF2347 do Paryża, że..." w tym momencie poczułam, że robi mi się gorąco. Jeśli lot zostanie odwołany wszystko przepadło. Jak ja się dostanę do Casablanki?
Czytaj całość...